Kolejny odcinek Co Nowego nastąpił szybciej niż się spodziewałem. Ale co poradzić skoro pojawiła się okazja do pogadania o wracających do produkcji Fordach Escortach MK1, Recaro, którego oddział od foteli samochodowych jednak nie upadnie, ale za to wyprowadza się do Włoch. No i nie zapominajmy o powolnej fali nawróceń koncernów motoryzacyjnych na paliwa kopalne. W bonusie trochę zabytków taplających się w błocie.
Ford Escort continumod
Czym jest „continumod”? Marketingowym pomysłem na promocję fabrycznie nowych, budowanych od podstaw Escortów MKI posiadających kontynuację oryginalnych numerów VIN nadawanych przez Fo.Mo.Co. Innymi słowy, będą to produkowane przez Boreham Motorworks Escorty w pełni zgodne z oryginalnymi planami technicznymi w zakresie konstrukcji. Mechnika i wnętrze będą bowiem nieco uwspółcześnione.
Rynek restomodów najlepiej reprezentuje Singer 911. Tam też mamy klasyczną konstrukcję bazującą na Porsche 911 i uwspółcześnioną mechanikę i wnętrze tak, by wydobyć z tego samochodu to o czym każdy marzy – maksymalną radość z jazdy.
W przypadku Forda od Boreham mamy jednak zupełnie nową konstrukcję. Restomody w tym Singery bazują na oryginalnych historycznych nadwoziach. Jednak podobieństw tego przedsięwzięcia do innych jest więcej. Otóż nowiutkiego Escorta MK I i MK II możemy od jakiegoś czasu kupić. Firma MST, oczywiście brytyjska tak samo jak Boreham, składa nadwozia Escortów z nowych części blacharskich produkowanych przez Magnum Panels. Samochody są dostępne w kilku wariantach, po więcej szczegółów zapraszam do tekstu z 2021 roku:
Escorty od Boreham różnić się będą od tych od MST zasadniczo w dwóch kwestiach. Po pierwsze niektóre elementy zewnętrzne jak choćby światła będą nieco inne niż w oryginale, którego MST trzyma się wierniej. Ponadto ich samochody będą dostępne z klimatyzacją i jakimś subtelnym infoteinmentem, czyli pewnie wcisną gdzieś mały ekran dotykowy do obsługi audio, android audio, map itd.
Ale tutaj też uspokajam. Borehamowskie Fordy będą miały do wyboru dwa silniki spalinowe, 1.8L o mocy 182KM i 2.1 o mocy 296KM i odcięciu na poziomie 10 000 obr/min. Całość ma ważyć 800kg. O oldskulowe doznania za kierownicą ma zadbać brać wspomagania hamulców tarczowych na wszystkich czterech kołach, brak ABSu i kontroli trakcji oraz brak wspomagania kierownicy.
Jeśli chodzi o biegi to będzie się je zmieniało normalnym lewarkiem w układzie H. W silniku 1.8 będą cztery biegi, w 2.1 pięć. i tutaj dochodzimy do drugiej zasadniczej różnicy w stosunku do już dostępnych Escortów od MST. Boreham współpracuje licencyjnie z Fordem, dlatego ich maszyny będą miały nadawane kolejne numery VIN. Urzędowo więc, będzie to partia kolejnych 150 oryginalnych Fordów Escortów pierwszej generacji. Stąd właśnie marketingowe hasło continumod.
Oczywiście będą to zabawki dla ludzi bogatych. Ceny w przedziale od 295 000 do 375 000 funtów. I tu jak to się mówi jest pies pogrzebany. Szybkie i lekkie rwd do ostrej jazdy za taką cenę? Myślę, że moje MK4 będzie jeździć szybciej i bardziej ekstremalnie niż co najmniej 140 egzemplarzy jedynyki od Boreham. Inna sprawa jest taka, że jeśli finalnie będzie tak jak jest to opisane i gotowy samochód będzie wyglądał nie gorzej niż na przedstawionych renderach, to ja bym taki wóz brał w ciemno. Ma wszystko czego oczekiwałbym od idealnej jedynki. Do tego klimatyzacja.
Recaro wraca
Niedawno w końcu udało mi się znaleźć oryginalne Recaro z Escort RS2000 MK6/7. Leżą teraz w moim kombi i czekają na swoją i jego kolej. W tym czasie oddział Recaro zajmujący się produkcją foteli samochodowych ogłosił upadłość. Firmie z tak długą tradycją groziło zamknięcie. Teraz już wiadomo, że niemieckie Recaro będzie pisało swoją historię dalej. Pytanie, czy włoska Proma Group przenosząc linię produkcyjną Recaro do Włoch nie zakończy legendy tej marki wprowadzając nieco inny standard wykonania. Zobaczymy już niedługo, bo wznowienie produkcji w nowej rzeczywistości rozpocznie się już w styczniu 2025.
Powrót do benzyny
Szok! Samochody elektryczne się nie sprzedają! Przynajmniej te drogie, europejskie. Być może się mylę, ale cała ta rewolucja ekologiczna, a raczej nowa strategia marketingowa w Europie w dużej mierze wyszła od grupy VW, tej samej, która ma na koncie Dieselgate. Wszystko szło dobrze, bo po kampanii pod tytułem bezpieczeństwo, które nie eliminowało odpowiednio szybko używanych samochodów z rynku, akcja „eko” dała o wiele większe możliwości.
Strefy czystego transportu, subiektywne dopłaty z których mogli korzystać właściwie tylko ci, których i tak byłoby stać na nowy samochód, podatki, zakazy, szykany i utrudnienia obiecywały wzrost sprzedaży. Bajka. Do tego dodajmy różne elektroniczne perełki zaszyte także w spalinowych pojazdach, które utrudniały serwis i eksploatację i mamy przepis na zwielokrotnienie zysku, prawda?
Otóż okazało się, że nie. Jak wiemy elektryki nie mają sensu. Nie dają radości jako zabawki i przegrywają starcie z każdym, nawet dwudziestoletnim sprawnym samochodem w konkursie na praktyczność i przyjazność użytkowania rozumianego szerzej niż tylko moment jazdy.
Do tego koszty. Elektryki ze swoim żałosnym zasięgiem i jeszcze gorszym czasem ładowania nie zwracają się. Jazda na prądzie kosztuje więcej niż na LPG. Same pojazdy są drogie, ale za to szybko tracą na wartości bo ich walory użytkowe spadają w czasie w stopniu ekstremalnym w porównaniu z pojazdem o napędzie spalinowym. I do tego Chińczycy, którzy robią to taniej i tak samo źle. I są już w Europie ze swoimi pojazdami, których ślad węglowy na przestrzeni „życia” produktu jest wyższy niż Waszego benzyniaka.
I teraz nagle prezesi kolejnych producentów mówią, że działy projektowe silników spalinowych będą odbudowane/powiększane, bo wracamy do tej technologii. Po Stellantisie głos zabrało Porsche. Nowe modele pierwotnie planowane jako elektryki, będą teraz przeprojektowywane pod przyjęcie pod maski nowych generacji silników spalinowych. No kto by pomyślał?
Klimaty
Na koniec coś z zupełnie innej beczki. Jeżeli w ogóle dotarliście do tego miejsca, to zachęcam do małej jutubowej podróży do Anglii, gdzie od stu lat trial samochodowy łączy ludzi w śmiesznym podskakiwaniu w samochodzie pokonującym błotniste pagórki.
Chciałbym, żeby trial w formie takiej jak jest to organizowane w UK trafił do Polski. Imprezy to trochę jazda na itinerer jak w rajdach turystycznych, ale zamiast zadań na trasie są odcinki specjalne jak te, które zobaczycie na filmach. Samochody muszą mieć dopuszczenie do ruchu (tak, wszystkie mają MOT!) i opony „szosowe”.
Najlepsze jest to, że chodzi o to, żeby fajnie spędzić weekend, najlepiej w jak najstarszym samochodzie i wrócić do domu na kołach. Niektóre z tych samochodów startują w trialu od dekad! Tu nie chodzi zdewastowanie maszyny, chociaż Escortów jedynek trochę mi żal w tej roli. Startowałbym tam Taunusem. Jak już go w końcu skończę oczywiście.
Do samego Trialu jeszcze nie raz wrócimy na RiP.
Do następnego!
MSK.

