Jeśli przyjmiemy, że debiut jest dopiero wstępem do tego co ktoś może pokazać, to organizatorzy Wesołego Rajdu wysoko postawili sobie poprzeczkę. Nie wszystko poszło idealnie, ale wpadki nie rzutują na ogólny pozytywny odbiór imprezy. Wsparcie sponsora Carolina Toyota Professional Wesoła z całą pewnością zostało znakomicie wykorzystane i po cichu liczę, że będzie to nowy standard w MOWPZ.
Wesoły debiut
W tym roku ilość rajdów w ramach Mistrzostw Okręgu Warszawskiego Pojazdów Zabytkowych (MOWPZ) daje nadzieję, że rajdy turystyczne mają przed sobą przyszłość. Tym bardziej, że stanowiący VI rundę I Wesoły Rajd wcale nie zamyka sezonu. Większa liczba imprez, dobre frekwencje uczestników no i komercyjne wsparcie mogą być kluczem do jeszcze większego rozwoju cyklu.
Żeby rajdów było więcej muszą pojawiać się nowi organizatorzy. I pojawili się! Agnieszka i Kuba w swoich Fordach Capri to stali bywalcy takich imprez, ale w roli organizatorów stanęli po raz pierwszy. Był to bardzo obiecujący debiut. Czy wszystko poszło idealnie? Nie do końca, ale tych błędów nie było ani więcej, ani nie dawały w kość mocniej niż zdarza się to na rajdach organizowanych przez starych wyjadaczy.
Choinka grozy
Weźmy za przykład choinkę nawigacyjną, która chyba napsuła najwięcej nerwów zarówno uczestnikom jak i organizatorom. Faktem jest, że coś tam poszło nie tak i nie dało się przejechać tego etapu zgodnie z otrzymanymi materiałami. Ale prawdą jest też, że można było z tego wybrnąć jadąc za Wiktorem, który graciarskim zmysłem rozgryzł trasę. Nie ma więc o co robić awantury.
Nie nazwałbym jednak choinki klapą, bo jako uczestnik chciałem pokazać dwa fajne pomysły jakie pojawiły się na Wesołym Rajdzie. Po pierwsze choinka na początek. Zróbmy kilka kratek z itinerera dla rozgrzewki i wprawy, potem choinka póki jesteśmy wypoczęci i jeszcze trzyma się nas optymizm i miejmy to z głowy! Drugi fajny pomysł to dwa pytania umieszczone mniej więcej na początku i na końcu tego etapu. Dzięki nim wiemy, że podążamy dobrą drogą i nie brniemy w nikomu nieznanym kierunku bez powrotu.
Jak już wspomniałem, błędy, nieścisłości i niekonsekwencje w itinererze występują niemal w każdym rajdzie. Tak samo jak nagle pojawiające się, lub znikające znaki, remonty, objazdy i nawet wrastające od nastu lat graty, które nagle w noc przed rajdem magicznie znikają.
O etap za daleko?
Pojawiło się też sporo głosów o tym, że rajd był za długi. Prawdę mówiąc nie jestem pewien czy się z tym zgadzam. Bywałem o wiele bardziej zmęczony po rajdzie. Tutaj z jednej strony można było się cieszyć z powodu upalnej pogody. Z drugiej strony po kilku godzinach kręcenia się z niewielkimi prędkościami w puszkach bez klimatyzacji ciepełko wychodziło już bokiem.
Gdybym miał pisać scenariusz idealny to może ten drugi etap życzyłbym sobie trochę łatwiejszy. Sama jazda była w porządku, tylko już znajdowanie obiektów ze zdjęć, podpuchowe zdjęcia i manewry na trasie na tym etapie przestawały być zabawne. Inna sprawa jest taka, że uczciwie muszę przyznać, że większość rajdów po 3-4 godzinach jazdy w zależności od pogody i stopnia „kręcenia się w miejscu” staje się męcząca a czasami wręcz nieznośna.
Podwyższony standard
To skoro ponarzekane, to teraz cała reszta, czyli mocne strony. Od samego początku ogromnym plusem był patronat nad rajdem salonu Carolina Toyota Professional Wesoła. Mieliśmy do dyspozycji cały plac na wyłączność. Nikt się nie kręcił, przypał nie wisiał w powietrzu i jakoś tak łatwiej i naturalniej było zostawić otwarty samochód i spuścić go z oka.
A dalej to już jakby luksusowo. Można sobie zrobić dobrą kawkę, skorzystać z toalety i tego typu atrakcje. Śmiem twierdzić, że to zdecydowane podwyższenie standardu tego typu imprez. Toaleta czekała też na nas na PKP na terenie OSP w Mistowie gdzie w ramach zadania trzeba było w strażackich rękawicach na czas pooddzielać śruby od podkładek i powrzucać do kubeczków. Bardzo trudne!
Na koniec meta w tym samym salonie Carolina Toyota. Tym razem oprócz kawy i toalety były też ciasta, kaszanki, kiełbasy, wyjątkowo dobre ziemniaki z grilla, soki i czego tam jeszcze chcecie. I wszystko smaczne, nie tylko ziemniaki. Żeby było jasne.
Te wszystkie wiktuały można było konsumować obserwując próbę sportową. Tym razem objazd słupków na czas został urozmaicony przez start w stylu Le Mans. Jeżeli kierowca nie skompromitował się biegiem do samochodu, mógł jeszcze stracić honor przy nieudanym odpaleniu zgaszonego silnika.
Widzimy się za rok?
Mam nadzieję, że zarówno Agnieszka z Kubą jak i szefostwo Carolina Toyota Professional Wesoła zechcą za rok powtórzyć rajd. Solidne zaplecze, fajna trasa po licznych szutrach, które jednocześnie nie były mordercze dla samochodów, mazowieckie wsie pełne lokalnej architektury kontrastujące z dużą ilością nowych domów z których liczne dopiero powstają sprawiają, że mój ulubiony walor turystyczny wybrzmiał dostatecznie mocno.
Silną stroną rajdów nawigacyjnych w cyklu MOWPZ jest pokazanie nam, uczestnikom, ciekawych i po prostu ładnych miejsc nieopodal Warszawy. Ucieczkę od wieżowców do stadnin koni, pastwisk krów i kurczaków biegających przy szosie. Wesoły rajd poprowadził nas pętlą przez Sulejówek, Majdan, Rysie i sam już nie pamiętam ile jeszcze kolejnych miejscowości dając poczuć zapach wsi, smak kurzu i odrobinę wolności, jaką daje stary, dobry analogowy samochód.
Post Scriptum



Pełną galerię z Rajdu znajdziesz TUTAJ
MSK
Sprawdź także:


























