Zaczęło się w maju a skończyło w październiku. Sezon Amcarowych Wtorków zakończył się na numerze 11. Ja w tym roku zdołałem pojawić się tylko na pierwszej i dziesiątej edycji. I właśnie tej ostatniej przyjrzymy się bardziej szczegółowo.
Konstans
Kawał czasu upłynął od opisywanego wydarzenia, ale taki to już rok, że RiP zepchnąłem na dalszy plan. Fajne jest jednak móc przejrzeć jak miał mi dany rok w kontekście motoryzacyjnym, dlatego nie mogę odpuścić powrotu do tego październikowego wieczoru na Warszawskim Bemowie.
Amcarowe Wtorki trzymają stały poziom. W ramach Sekcji pojazdów amerykańskich utworzonej w Automobilklubie Polski możemy być chyba spokojni o miejsce tych spotkań, które chociaż jest otwarte dla wszystkich zainteresowanych, to jednak brama i ogrodzenie skutecznie oddzielają naprawdę zainteresowanych od przypadkowych gapiów.
Oprócz tego dużo miejsca do poustawiania dużych samochodów, muzyka, jedzenie, gadżety i cała masa fotografów, oraz użytkowników aparatów fotograficznych którą to grupę dumnie reprezentuję. Jest kameralnie, ale nie nudno i co może wydawać się zaprzeczeniem tego pierwszego, można czuć się swobodnie jako wolny elektron. Nikt nie będzie na Ciebie zwracał uwagi czy dawał do zrozumienia, że nie jesteś „swój”. I tak to powinno wyglądać.
Pozwiedzajmy
Końcówka sezonu to zawsze walka o ostatnie promienie słońca. Spotykamy się wieczorem i na dobrą sprawę od zmierzchu dzielą nas minuty. Nie pozostaje więc nic innego jak założyć jasny obiektyw i wybrać jedno z dwóch rozwiązań: wysokie ISO i program graficzny, albo statyw i… cierpliwość. W związku z moją awersją do obsługiwania programów postawiłem na to drugie.
W mojej głowie idealnym garażowym partnerem dla Hummera H1 jest Dodge Viper. Pasują mi do siebie i uważam, że mając jeden z nich, masz obowiązek kupić także ten drugi.
Może i jest ciemno a oświetlenie płyty nie jest optymalne, ale nie można powiedzieć, żeby nie było kolorowo.

Żeby jednak nie być źle zrozumianym, oto przykład, że latarnie coś dają.
Może i jest ciemno, ale jak ponaświetlać odpowiednio długo, to i złota godzina niepotrzebna.
Klasyczny Muscle Car bije za to własnym blaskiem.

Fajny duet dla kogoś takiego jak ja: czyściutki Probe i Ice, Ice, znaczy Foxbody Mustang.
Cougar z 69′ roku w stanie igła, fenomenalnym kolorem tapicerki, maching numbers i zdumiewającą oryginalnością. Właściciel ma nawet formularz zamówienia oraz list z Fo.Mo.Co do pierwszego właściciela.
I to jest taka Ameryka jaką zawsze chciałem sobie zbudować. Absolutnie nieprawdziwa, głośna, smaczna i przerysowana. Ale tak dobrze, pozytywnie, jak sami amerykanie by chcieli, żeby było, ale nie jest i nigdy nie będzie.
Po pełną galerię zapraszam TUTAJ
MSK
Sprawdź także:






