Co łączy amerykańską motoryzację na dwóch i czterech kołach z nożami, tatuażami i Halą Stulecia? Kolejna edycja Kustomhead! W końcu udało mi się pojechać do Wrocławia na to wydarzenie i mam parę uwag.
Wrocław i Kustomhead
Wrocław będzie mi się kojarzył już chyba tylko z moim hobby. Jak nie Kustom Konwent to Ultrace jak nie Ultrace to Kustomhead i muzeum w Zamku Topacz. A to dopiero wierzchołek motoryzacyjnej góry lodowej w tym regionie.
Kiedyś wydawało mi się trochę bez sensu, że jest i Kustomhead i Kustom Konwent. Jednak będąc na jednym i drugim wydarzeniu, w naturalny sposób zmieniłem zdanie. Nie oceniam też, jak tegoroczna edycja KH ma się do poprzednich. Nie ma to większego znaczenia.
Polska scena Kustom Kulture nie jest łatwa. Albo inaczej, nie jest duża. Mam wrażenie, że rozwija się falami. Obecnie przybywa nam Rat Rodów, co mnie osobiście bardzo cieszy. Chociaż mimo mojego wielkiego oddania patynie i rdzy czekam na pojawienie się prawilnych projektów nawiązujących do lat 50′ i 60′. To mój ulubiony, bo złoty okres zarówno dla Hot Rodów, jak i Kustomów.
Niestety zbudowanie rasowego tradycyjnego Hot Roda jest znacznie droższe od rat roda w którym mamy dużo większe pole do inwencji własnej. To samo ma się z Kustomami, które wymagają wysokiej jakości wykończenia wnętrza i lakieru, który będzie wart pewnie z kilkadziesiąt tysięcy złotych. Pewnie jest to jeden z powodów, dla których dominując u nas matowe lakiery i sztuczna patyna.
Kustom Kulture PL
Nie zrozumcie mnie źle. Wśród zebranych we wspaniałej Hali Stulecia sprzętów czułem się jak ryba w wodzie. To, że mogę sobie pogadać o tradycyjniakach i lakierach to tylko oznaka tego, że polska scena się rozwija i można powolutku zacząć wybrzydzać. I to jest wspaniałe!
Na KH nie zabrakło też motocykli, które mają w naszym kraju najdłuższą historię w kontekście „customowania”. Pojawiły się też nietypowe rowery w tym takie nawiązujące do amerykańskiej sceny low riderowej. Ponadto strefa tatuażu, rękodzielnicy przeróżni, sklepiki z fajnościami w klimacie i strefa noży rzemieślniczych. Było na co popatrzeć! Trzymam kciuki, żeby zarówno KH i KK rozwijały się także w stronę promocji sztuki low brow i wyrobów rzemieślniczych w klimacie Kustom Kulture.
Jeśli się nie mylę, to po raz pierwszy na KH pojawiło się stoisko modelarzy. Sympatyczna załoga ACSM Czasopismo zaprezentowała świetne modele, ale także proces powstawania modelu w skali 1:24. Warto tutaj podkreślić, że modelarstwo samochodowe i wyroby takich firm jak Revell czy AMT są trwale zrośnięte z Kustom Kulture i Hot Rodingiem od samego początku ich istnienia. Można wręcz powiedzieć, że jedno pomagało budować drugie.
Najważniejsze: Samochody
Nawet gdybym chciał się czepiać, to niestety nie mógłbym. Na KH nie znalazłem żadnego samochodu, który by mi tam nie pasował. Mógłbym oczywiście napisać WIĘCEJ!, ale jak sądzę, wszyscy łącznie z organizatorami, chcielibyśmy móc zobaczyć tam jak najwięcej kozackich samochodów. Przejdźmy więc do mojej subiektywnej selekcji. Kolejność przypadkowa.
Na początek klasyczny Lead Sled na bazie Mercuryego. Nie da się bardziej podręcznikowo pokazać czym jest Kustom, niż właśnie w taki sposób. Chromy, błyszczący lakier, dopracowane wnętrze. O to chodziło, kiedy rodził się ten trend!
Gdyby ktoś mnie zapytał, jak powinien wyglądać T-Bucket w stylu lat 70′, to wskazałbym ten wóz.
Gdybym miał go jakoś zaszufladkować to do kategorii Street Rod. Wielkie tylne opony, gigantyczny silnik i absurdalny wręcz wydech. Do tego chromy i dwukolorowy lakier w połysku.
Typowy Rat Rod. Mat, dużo dziwnych dodatków i części, których pochodzenie trudno mi było określić.
Pontiac jeszcze w trakcie budowy, czyli Rat Rod w bardzo klasycznym stylu. Trzymam kciuki za jak najszybsze ukończenie prac!
Mój faworyt, któremu nie zdołałem zrobić godnego zdjęcia z powodu zbyt dużego tłumu dookoła. Forda A 5 window reprezentujący bardzo wczesną fazę Hot Roddingu, kiedy to jeszcze takie wozy nazywano Soup Upami. Do napędu służyła fabryczna rzędówka, na którą istniało metod modyfikacji. Właściwie to w dużej mierze seryjny wóz o zmniejszonej masie. Nawet nie wyobrażam sobie, jaka to musi być frajda wyjechać Wampirem na ulice!
Generał Patton to bardzo dobrze zrobiony custom. I chociaż rozumiem temat przewodni tego projektu, to aż prosi się o jakieś szaleństwo lakiernicze i chromowe. No, ale Kustom Kulture to królestwo indywidualizmu więc pozostaje oceniać jakość wykonania. A to oprócz jakiejś małe wpadki z tylną szybą stoi na wysokim poziomie.
Z zupełnie innej beczki były dwa Low Ridery, Cadillac i Lincoln. Ich obecność znakomicie pokazywała różnorodność sceny custom i potencjał drzemiący w amerykańskich samochodach.
A teraz jeszcze kilka wybranych klimatów:
To chyba prawdziwa patyna
Warto docenić też sposób pokazania samochodu. Dechy robiły robotę!
Jak widać rdza dominowała w roli ozdoby karoserii
Gold Cobra prosto z Compton ( tak naprawdę to nie )
Tutaj dba się o detale budujące klimat
Zawsze znajdzie się miejsce dla indiańskich motywów
Willys na sprzedaż. Niestety czterodrzwiowy
Hala Stulecia sama w sobie robiła klimat
Motyw Jacka Danielsa: Check!
Meksykański koc: Check!
Flejksy: Check!
Piesek z kiwającą główką: Check! Zaraz, jak to piesek…
I te wszystkie wnętrza, które same w sobie są dziełami sztuki użytkowej
I kawał kombiaka, wszak to też wydarzenie rodzinne
Po więcej zdjęć wpadajcie do facebookowej galerii TUTAJ























