O Szczurach (Cz. 2)

Rat Rod – Ulubiona „kategoria” partaczy z całego świata. Masz furę w tragicznym stanie, która jakimś cudem jeszcze się toczy? Szczur. Masz furę machniętą niedbale czarnym matem z pędzla? Szczur. Masz pociętą do granic absurdu furę, z idiotycznie obniżonym zawieszeniem, przyspawanymi narzędziami ogrodowymi i sypiącą się rdzą? Szczur. Prawda? Otóż nie do końca.

W latach 80’ na amerykańskich zlotach dominowały Street Rody. Środowisko automobilowe zwariowało na punkcie bardzo kosztownych i szalenie efektownych maszyn. Twórcy prześcigali się w liczbie chromowanych i lakierowanych elementów, używano coraz więcej części dorabianych indywidualnie do danego projektu. Jedno jest pewne, było drogo i bardzo daleko od pierwotnej idei z której wyrosły Hot Rody.

W 1987 roku budowniczy Hot Rodów Jim „Jake” Jacobs stał się autorem swoistego manifestu, który miał przypomnieć ludziom o co właściwie chodzi w Hot Roddingu. Jim w 28 dni przygotował Forda, który wszystko zmienił.

„Jakelopy” powstał ze zmęczonego długim życiem nadwozia modelu A Phaeton 1928, położonego na Fordowskiej ramie z 1932. Całość była napędzana small blockiem Chevroleta spiętym z trzybiegową Fordowską skrzynią. Wóz nie miał błotników, wnętrze było niewykończone, podobnie jak nie pomalowane nadwozie.

Zdjęcie z jalopyjournal.com
Zdjęcie z jalopyjournal.com

Manifest Jake’a miał miejsce na cyklicznym Goodguy’s West Coast Nationals 1987. Zlot tradycyjnie pełen był kosztownych, dopracowanych w każdym calu maszyn. Niespodziewanie między nimi, bez kompleksów, pojawił się nasz bohater w swoim naprędce zmontowanym Fordzie. Już samo to wzbudziło poruszenie. Ale na tym nie koniec. Jake wyciągnął z wozu puszki z czerwonym lakierem, pędzle i zapas piwa. Na oczach zgromadzonego wokół samochodu tłumu, wraz z kilkoma chętnymi odbyło się malowanie.

W ten sposób udało się złamać niepisane zasady panujące w ówczesnym światku motoryzacyjnym, pokazując, że obok drogich zabawek, swoje miejsce mają też pasjonaci, którzy wolą czerpać ze swoich maszyn maksimum satysfakcji przy minimalnym budżecie. Ludzi, którzy tak jak Jake sami budują swoje Hot Rody jak potrafią i za tyle ile mają. A potem jeżdżą nimi na zloty, lawety zostawiając za sobą. Palą gumę, ścigają się i czerpią masę przyjemności ze swojej zabawki. Bez obawy o drogie części, czy kosztowną robotę blacharza artysty.

Następnym krokiem w popularyzacji szczurzego nurtu był Ford Roberta Williamsa. Robert to poważna instytucja w świecie Kustom Kulture, Hot Rodów i wszystkiego co z tym związane. Jego dzieła przedstawiające głównie scenki rodzajowe z Hot Rodami w roli głównej zdobią pokoje i garaże każdego fana tych klimatów. Williams ponadto rysuje komiksy, pracował dla słynnego Eda Rotha i ma w swoim portfolio okładkę albumu Guns N Roses.

W światku Rat Rodów zapisał się za sprawą Forda z 1934 ochrzczonego jako „Eights and Aces”, od układu kart znanego także jako Ręka Umarlaka (Dead man’s hand). Polecam sprawdzić okoliczności śmierci znanego rewolwerowca Wild Billy Hickoka.

Wróćmy jednak do samochodu. Ford to w zasadzie bardzo skromny projekt. Williams także chciał wyrazić swój sprzeciw wobec tego co działo się w środowisku Hot Rodowym w latach 80 i 90. Swojego roadstera wzorował na wozie, który pamiętał z młodości. Jak twierdzi, w okresie rozkwitu hot roddingu w okolicach jego rodzinnego domu często pojawiał się głośny i bardzo szybki Ford, pomalowany czerwonym matowym podkładem.

Zdjęcie z autoculture.org
Zdjęcie z autoculture.org

Wbrew współczesnym wyobrażeniom, wóz ten miał zachowane oryginalne błotniki. Jego linię podkreślało niskie zawieszenie z przodu. W zasadzie ta pochylona sylwetka oparta na czerwonych stalowych felgach i matowym nadwoziu ozdobionym nielicznymi pinstripami tworzyła odkrywcze połączenie w latach dziewięćdziesiątych.

I tak samochód, który miał być kopią ulicznej wyścigówki, która najwyraźniej nie mogła doczekać się porządnego lakierowania, stała się nagle gwiazdą i odkryciem współczesnego światka customowej motoryzacji. Po kilku sesjach dla branżowych magazynów, Ford zmienił swoje oblicze. Dostał dość kontrowersyjne malowanie – żółto-fioletowe. Zmienił też imię na „Prickly Heat”. Jednak to co wniósł do środowiska ten czerwony mat, ma swoje konsekwencje po dziś dzień.

Zdjęcie z hotrod.com
Zdjęcie z hotrod.com

Następny etap to okolice roku 1998. Mniej więcej wtedy członkowie klubu Shifters na zlocie March Meet w Bakersfield (Kalifornia), znaleźli silnik Pontiaca z 1956 roku o pojemności 315 cui. Nie była to jednak zwykła V8 Pontiaca. Jednostka została rozwiercona do pojemności 450 cui. I była używana w drag racingu w latach 1959 – 1961. Silnik ten wykręcił nawet rekordowy czas na torze Riverside w klasie jednostek doładowanych zasilanych benzyną.

Shiftersi to ekipa dobrze znająca się na Pontiacach. Silnik doprowadzili do ładu, wielki kompresor zasilało osiem gaźników Stromberg. Trzeba przyznać, że to imponująca konstrukcja. Całość umieścili na krótkiej ramie i przykryli pociętym nadwoziem Forda. Silnik jest pięknie wyeksponowany za sprawą bardzo wysokiego osadzenia na ramie. Robiono tak aby wysoki środek ciężkości w momencie startu przesuwał się do tyłu, dociskając napędzane koła.

Brutalnego charakteru dodawał charakterystyczny przód pozbawiony chłodnicy, oraz hamulców. Przednie koła o stosunkowo małej średnicy obute w wąskie opony kontrastowały z dużymi slickami na tyle. Całość wieńczyło przycięte nadwozie Forda Model A. Ten nawiązujący do dragsterów z lat 60’ potwór nazwano „The Purple People Eater”.

Zdjęcie z speednik.com
Zdjęcie z speednik.com

Wóz zaprezentowano na West Coast Cruisin’ Nationals w Paso Robles (Kalifornia). Konstrukcja zrobiła ogromne wrażenie. Czegoś takiego nie widziano od blisko czterdziestu lat. Samochód wyglądał jak wozy potworów z grafik Eda Rotha.

O ile poprzednie projekty zwróciły uwagę na proste maszyny, budowane po kosztach dla zabawy, tak „Purpurowy” temat Rat Rodów pchnął w kierunku bardziej radykalnych konstrukcji budowanych w oparciu o oryginalne części z epoki. Jedno jest jednak wspólne. Purple People Eater był pojazdem w pełni sprawnym. Palił gumę i sprawnie startował na drag stripach. Chociaż wielu nie mogło w to uwierzyć.

Kolejny bohater sceny Rat Rodowej jest już o wiele mniej oczywisty. Ford Business Coupe z 1950 roku to klasyka sceny customowej. Jednakże mamy tutaj do czynienia z odejściem od maszyn bazujących na przedwojennych Fordach. Rat Rody to jedno, ale przecież „szczurzy” styl rozniósł się na wszelkie typy samochodów. Aż po te nam współczesne.

Zdjęcie z autoculture.org
Zdjęcie z autoculture.org

Wspomniany Ford to dzieło Stevea Sellersa. Chociaż powstał w drugiej połowie lat 90, nosił wiele znaków charakterystycznych dla customów z lat 50 i 60. Jednak to co zapracowało na jego legendę to small block Chevy z sześcioma gaźnikami, które nie były przykryte maską, potężny miotacz płomieni w końcówkach wydechu i charakterystyczne płomienie namalowane na karoserii. To od nich wzięła się nazwa tego wozu, „Seaweed Coupe”.

Samochód wyglądał jak pojazd, którym Szczur Fink, postać wykreowana przez Eda Rotha, jeździ codziennie do pracy. Czy gdzie tam potwór z bajki codziennie bywa. Strzelające na kilka metrów z rur wydechowych płomienie tylko dopełniały tego wrażenia. Ale dlaczego szczur? Ponieważ Ford był zbudowany zgodnie z modą starej szkoły, doprawiony kreskówkowymi detalami.

Do tego Steve używał tego samochodu codziennie, jeździł nim ostro i nie bał się go uszkodzić. Projekt nigdy nie był skończony, ciągle coś się działo. Seaweed miał dawać radość jak najczęściej i właśnie to robił. Wbrew pozorom nie było tutaj przerostu formy nad treścią. Ostatecznie jakoś po roku 2000, Ford został sprzedany do Japonii, gdzie poddano go radykalnej przebudowie. Jest to o tyle dziwne, że Japońscy fani Kultury Kustom przeważnie traktują legendarne wozy z należną czcią i szacunkiem.

Kolejne dwa projekty, które zamykają grupę wozów uznawanych za ikony Rat Rodów, to Ford Pick-up 34’ Jimmyego Shine’a i Ford Pickup 35’ Rudyego Rodrigueza. Obydwa wozy wpisują się w tezę, jakoby Rat Rody miały być prostymi maszynami budowanymi dla przyjemności. Wozami, które mają dobrze jeździć. I jeździć jak najwięcej. A wygląd pozostawał na dalszym planie.

Zdjęcie z hunterspeedandkustoms.typepad.com
Zdjęcie z hunterspeedandkustoms.typepad.com

Znamiennym jest fakt, że wszystkie te wozy nawiązywały w dość dużym stopniu do klasycznych Hot Rodów z lat 50 i 60. Nie było tam miejsca na sztuczną patynę. Liczyły się naturalne ślady upływu czasu i permanentna pogoń za ukończeniem projektu. Do czego oczywiście nigdy nie dochodziło.

Zdjęcie z symbolicinternational.com
Zdjęcie z symbolicinternational.com

Współcześnie Rat Rody to z jednej strony tradycyjne maszyny, z drugiej dziwne, przesadzone konstrukcje, pełne rdzy i masy przypadkowych elementów. Oczywiście nazewnictwo nie jest najważniejsze.

Najważniejsze jest to, żeby Rat Rod był dumą swojego właściciela i dziełem jego rąk. Maszyną, której będzie mógł używać bez obaw kiedy tylko zapragnie. Ale będzie to też maszyna, która na swój sposób oddaje hołd tradycji kultury customowej i hot rodowej.

Ale na pytanie czym jest Rat Rod odpowiedzcie sobie sami. W końcu chodzi tylko o dobrą zabawę ze starymi, dobrymi samochodami. Bierzmy z tego przykład przy naszych wozach. Spokojnie, nie musicie zdzierać lakieru szlifierką, obejdzie się też bez zderzaków z korbowodów.

PS. Zdjęcie tytułowe mojego autorstwa (Podobnie jak wszystkie niepodpisane na stronie).

Chevrolet Bel Air 1953, Dyra.

Część pierwsza TUTAJ

MSK

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *