Diesel na uwięzi

Nic tak nie poprawia zabawy, jak silnik spalinowy. Nie ma znaczenia czy będzie to samochód, model zdalnie sterowany czy slot car. Najważniejsze jest płynne paliwo, wybuch i spaliny. Czekaj, czekaj! Jak to spalinowy slot car?

Makiety i samochody

Dawno temu można było trafić w telewizji na pewien niemiecki program motoryzacyjny. Najpierw widziałem go chyba na RTLu i oczywiście nie rozumiałem ani słowa. Później program ten był puszczany w pierwszych latach działalności TVN Turbo. Tak mi się przynajmniej wydaje. Zresztą nie to jest istotne.

W tym niemieckim programie chyba po raz pierwszy miałem styczność z tak ciepło i naturalnie pokazywanym, i to pomimo używania języka niemieckiego, środowiska miłośników youngtimerów.

Na równi z pasją do motoryzacji „pełnowymiarowej” pokazywano tam też kolekcje modeli i co dla mnie było pewnego rodzaju nowością, do tzw. slot cars. I to od razu w anturażu pięknych makiet.

Nie wiem, czy w Polsce mamy na to jakieś dobre określenie? Dajcie znać, jeśli tak. W każdym razie pokazywane w niemieckiej telewizji samochodziki jeżdżące po torach to była zupełnie inna jakość, niż to co znałem.

U nas w latach 90 były już znane tego typu zabawki. Proste tory i proste miniaturki samochodów. Jednak to, co zobaczyłem na ekranie kineskopowego telewizora, było raczej połączeniem modelarstwa redukcyjnego ze światem makiet kolejowych. I to z najwyższej półki.

Pięknie odzwierciedlone tory, znakomitej jakości miniaturki i pełne pasji podejście dorosłych facetów ścigających się ze sobą przy kuflu piwa. Fajne! Pewnie tak duże wrażenie i sentyment jest też zasługą tego, że pokazywane modele samochodów wyścigowych koncentrowały się na latach 60′ i 70′.

Brudna historia

Jednak porównywanie współczesnych slot cars z ich protoplastami to jak stawianie obok siebie nowego Fiata 500 electric i Fiata Mefistofelesa. Bo tak jak w przypadku prawdziwe motoryzacji, tak samo w przypadku modelarstwa przez ostatnie kilkadziesiąt lat znacznie zmieniło się podejście do sprawy. Ze szczególnym naciskiem na źródło energii.

W latach 50′ liczyły się dwie rzeczy. Mobilność modelu i rzemieślnicze podejście. Dzisiaj mamy wszystko w zestawach do składania, sklejania, a także gotowce. I to się tyczy tak samo modeli statycznych, jak i tych jeżdżących.

Dlatego modelarze starej szkoły mogliby z politowaniem patrzeć na obecne wszystkomające zestawy, na które i tak narzekamy, bo trzeba trochę poszlifować i poszpachlować.

Slot Cars z lat 50′ to ręcznie robione wyścigówki z silnikami Diesla i przeniesieniem napędu włącznie z dyferencjałem wzorowanym na prawdziwych samochodach. Wówczas chodziło o stworzenie miniaturki zachowującej się możliwie najpodobniej do pierwowzoru.

Ówcześnie, tego typu spalinowe konstrukcje rywalizowały na torach z szyną prowadzącą, albo po okrągłych torach, gdzie mocowało się je linką do umieszczonego centralnie słupa.

Samochodziki rozpędzały się nawet do 90 km/h. Paliwa mogło wystarczyć na pokonanie dystansu 3 km. Spaliny? No cóż, były. Ale można było próbować się ich pozbyć przy pomocy suszarek do włosów. Ryzyko? Domyślam się, że taki model swoje ważył, więc wypadając z toru w kierunku publiczności, mógł narobić bałaganu.

Tak wyglądały początki dzisiejszych slot cars. W latach 1930 – 1960 modele spalinowe nie były niczym szczególnie dziwnym. Na zachodzie rzecz jasna. Potem cywilizowano zabawę, zastępując sok z dinozaurów elektrycznością. Było to bardziej praktyczne rozwiązanie i pozwoliło trafić tej zabawie do domów i mieszkań.

MSK