Co Nowego #12 – To nie koniec

Od lat słyszę, że czeka nas rychły koniec. Mądre głowy mówią, że musimy się przygotować na duże zmiany. Że to do czego się przyzwyczailiśmy i tak uwielbiamy lada moment odejdzie bezpowrotnie do lamusa. I przez cały ten czas pojawiają się kolejne dzieci starej szkoły dając nam nadzieję na zachowanie starego ładu.

Elektryzująca nuda

To było trochę ponad rok temu. Luty był odrobinę zimniejszy a znany Warszawski „elektryczny” car-sharing jeszcze nie wystartował. To wtedy miałem okazję pierwszy raz poprowadzić bateryjkę. Było to BMW i3.

Długo biłem się z myślami czy przygotować na RiP jakąś relację z tego wiekopomnego wydarzenia. Przecież robienie teściorów samochodów z wypożyczalni na minuty, gratów sąsiadów, kolegów i rodziców to był gorący temat na motoryzacyjnych blogach. Testował każdy i wszystko. Teraz przeniosło się to na youtuba.

Doszedłem jednak do wniosku, że kolejny marudny tekst pełen krytyki i narzekania nie jest internetowi potrzebny. Bo co ja mogę o takim i3 napisać? Owszem jest to specyficzny przykład. Dla mnie mimo wszystko małe BMW jest raczej „Halo Car” niż poważną propozycją mainstreamowego auta elektrycznego.

Chodzi jednak o to, że ta bateryjka uświadomiła mi, że samochody dla pasjonatów i te do codziennego nieemocjonalnego użytku oddzielają się coraz grubszą kreską. Jedyną interesującą cechą elektryków jest ich imponujące przyspieszenie. Ale jakkolwiek nie wciskałoby w fotel, to bez wrażeń dźwiękowych, bez tego poczucia fizycznego wysiłku jaki maszyna wkłada w ruch nie ma zabawy. Nawet gdy pędzi się zdecydowanie zbyt szybko po buspasie w centrum miasta.

Przygoda z bateryjką utwierdziła mnie tylko w przekonaniu, że motoryzacja paradoksalnie nie jest pasją dla umysłów ścisłych. Bo to co na papierze, to co w tabelce często nijak się ma do ulotnej i niepoliczalnej wartości jaką są emocje towarzyszące motoryzacyjnej pasji.

Ryk emocji

Nowy Mustang Shelby GT 500 chociaż jest prawdziwym potworem dostaje manto od Tesli S. Ale wystarczy włączyć dźwięk w filmie, żeby zorientować się, że ten wolniejszy wóz daje całemu nagraniu smaku.

To on ryczy ośmioma cylindrami i wyje kompresorem. To on wzbudza w nas emocje nawet gdy oglądamy go i słyszymy na ekranie komputera czy smartfona. No i tylko takie mechaniczne serce można oficjalnie ochrzcić imieniem Predator. Wyobrażacie sobie, żeby nazwać tak silnik elektryczny? Dziecinada.

Drugi na mecie, pierwszy w serduszku


Nie mam zwyczaju oglądać i czytać testów samochodów. Nie wiem co jest ciekawego w słuchaniu o każdym wozie, że dobrze się prowadzi, ma ergonomiczne wnętrze, oszczędny silnik i średnio twarde plastiki o umiarkowanym spasowaniu. To jak oglądanie testów pralek i rozwodzenie się o ergonomii przełączników, kulturze pracy bębna i kształcie rury odprowadzającej wodę.

Oczywiście można zrobić z tego kabaret, wrzucić kilka scen i mini testów od czapy. Chyba każdy widział Top Gear więc nie ma sensu tego dłużej tłumaczyć. Są jednak samochody, które ogląda się z przyjemnością. Bo są piękne albo wypełnione ciekawymi rozwiązaniami? Nie sądzę. Dobrze ogląda się testy motoryzacyjnych potworów, które dobrze brzmią. Zobaczcie sami na tym bardzo zgrabnym materiale wypełnionym dźwiękami klasycznych i współczesnych rasowych V-ósemek.

Bogaci się bawią, my się patrzymy

Na weekend benzyna

Kiedy więc wieszczy nam się od lat koniec klasycznej motoryzacji napędzanej dużymi silnikami benzynowymi, powstają kolejne bestie czekające na zamożniejszych koneserów „samochodów dla kierowców”.

Jest to po prostu osobny segment, który faktycznie może przegrać w codziennym użytku z elektrykami i hybrydami, ale zdecydowanie wygrać w weekendy i bezsenne noce. I nie widzę powodu, żeby te dwa motoryzacyjne światy nie mogły żyć razem w harmonii uzupełniając się wzajemnie.

W ten sposób zamożny Amerykanin może leczyć sumienie jeżdżąc do biura Teslą, ale po godzinach może celebrować klasyczną motoryzację Ramem Rebel, najnowszym konkurentem Forda F-150 Raptor.

Rebel wchodzi na rynek niczym rasowy Redneck. Pod maską V8 o pojemności 6.2 litra. To jednostka z rodziny Hellcat, można się więc spodziewać 700 KM. Jednak zgodnie z zapowiedziami zostanie on zdławiony do 575 KM.

Baja Racer do jeżdżenia do Wallmart

Muszę przyznać, że koncern FCA skutecznie buduje ciekawą flotę dla każdego. Nas oczywiście interesują najbardziej ich irracjonalne modele jak Hellcaty czy Abarthy. Teraz do rodziny ma dołączyć Giulia GTA (AM)

Nie będzie Coupe, to dalej reprezentacyjny sedan. Ubędzie mu jednak około 100 kg oraz miejsc na pokładzie. Sportowa Giulia nie będzie miała tylnej kanapy. Dojdzie karbonu, aluminium i spoilerów. To wszystko z mocą 540 KM powinno dać efekt w postaci całkiem sprawnej torowo-drogowej zabawki.

Szybkie sedany są prawie tak dobre jak szybkie kombi

Dla naszej uciechy

Dobrze, że ciągle powstają takie samochody. Wiadomo, że większości z nas na nie nie stać. Ale przynajmniej dla mnie są dalej ważne. Siedząc teraz na koronawirusowej kwarantannie mogę przerwać rutynę Home Officowej pracy filmikami wypełnionymi poślizgami i porykiwaniami rasowych silników.

Mogę pobudzić swoją wyobraźnię i pomarzyć o moich gratach, które przecież kiedyś w końcu ogarnę tak, że różnicę na mecie w wyimaginowanym wyścigu na torze będzie można liczyć stoperem a nie kalendarzem.

I po to też usiadłem po kilku miesiącach do RiP. Szykujmy już nasze piękne umysły do życia po wirusie. Może tak silny kop w dupę da mi i tym z Was którzy tego potrzebują taką siłę do działania, że w końcu „prodżekty” spalą trochę gumy na asfalcie. A ci którzy ogarniają, ogarną jeszcze bardziej 😉

MSK

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *