Co Nowego #10 – Idzie nowe

Witajcie w 2019 roku w reaktywowanym cyklu „Co Nowego”. Poprzednie, dziewiąte wydanie ukazało się czwartego stycznia 2016 roku i było formą podsumowania roku. Tym razem będzie trochę inaczej, chciałbym się skupić głównie na swojej przyszłości, a potem przejdziemy do tanich gruzów, Suzuki na ramie, Lincolnie jak stodoła i rozbitej Corvette. Zaczynajmy!

RiP 2019:

W reaktywowanym comiesięcznym Co Nowego chciałbym podrzucić Wam trochę tematów związanych ze współczesną motoryzacją. Nie ukrywam, że liczę w ten sposób na nową widownię RiP. Jednocześnie nie chcę zalać takimi tematami strony. Dlatego tylko raz na miesiąc rzucimy okiem na plastiki i temu podobne, a do tego wrzucając kilka spraw do jednego worka powinno udać się stworzyć coś w miarę interesującego dla większości z Was.

Więcej Hot Rodów i Kustomów. Jest taki plan, żeby trochę więcej pisać o historii rodem z amerykańskich ulic lat 50′ i 60′. Powinno mi się to udać wprowadzając na stronę nowy „cykl”. Takie rzeczy bardzo ułatwiają pracę nad materiałami i ułatwiają publikowanie treści w rozsądnej częstotliwości. Pierwsze podejście jakoś na przełomie stycznia i lutego.

Więcej wizyt na mieście. W tym roku planuję o wiele częściej odwiedzać imprezy motoryzacyjne w Warszawie i okolicach. Dobrze by było zajrzeć w ciekawe miejsca chociaż raz w miesiącu. Ten postulat wdrażam już od listopada i idzie całkiem nieźle. W najbliższych planach Motoorkiestra na Bemowie i III Rajd Ślady na Szosie.

Bardzo mocno liczę też na to, że w drugiej połowie roku będę miał już na tyle zaawansowane prace nad Taunusem, że będzie co Wam tutaj pokazywać. Uczę się wszystkiego od zera, a poprzeczka nie jest zawieszona nisko. Do tego budżet… Mimo wszystko nigdy nie byłem tak blisko celu, jakim w tym wypadku jest zaliczenie legalnego okresowego badania technicznego. Po udanej wizycie na SKP spalimy Kormorana i zabierzemy się za kolejny wóz…

Obym w końcu miał co podsumowywać w styczniu 2020 roku. Czego i Wam życzę.

A teraz czas na Co Nowego:

Tanie Gruzy

Tutaj wrócimy na moment do grudnia 2018 roku. PZU zmieniło zasady przyznawania zniżek dla starszych pojazdów. Do tej pory działało to tak, że polisę po zniżkach, które normalnie Wam przysługują, PZU dodawało jeszcze 70% upustu dla aut co najmniej 25 letnich, których właściciele byli zrzeszeni w jakimś automobilklubie. Proste?

Otóż za proste. Ja sam bardzo lubię opowiadać o tym, jak to stare samochody są najlepsze bo takie proste i łatwe w serwisie. Ostatnio wrzeszczałem coś na ten temat wymieniając termostat w Mondeo. Jednak jakoś tak wychodzi, że obecne 25 latki trzymają się na tyle dobrze i, co najważniejsze, daje się je obsługiwać na tyle łatwo i wygodnie, że ludzie kupują takie graty do normalnej, codziennej jazdy. Nie rzadko wręcz do ciężkiej pracy.

No i tutaj pojawił się problem szczególnie u młodych kierowców. Kupujesz sensownego grata za 1500zł, a za OC płacisz 1800zł. Może zaboleć. PZU chcąc oferować specjalny pakiet dla miłośników motoryzacji i ich cacuszek, stało się najtańszą opcją dla najmłodszych kierowców w najgorszych autach. Jak na ironię.

Pojawiły się różne teorie na ten temat. Niektórzy upierają się, że to wszystko wina jakichś Sebastianów i ich BMW E36. Wydaje mi się, że nie mniejsza niż jakichś Michałów cisnących Polonezem bez hamulców jakąś tam boczną Wisłostradą. I nie mam tutaj na myśli siebie.

Prawda jest taka, że z tej zniżki najbardziej skorzystało SOS PZM, usługa assistance. Kupując ich najtańszy pakiet za 60zł klient stawał się członkiem Automobilklubu i mógł ubezpieczyć starsze auto ze zniżką. Zresztą wielu agentów PZU sprzedawało polisy ze zniżką ludziom z ulicy. Nawet bez karty SOS PZM. W rezultacie każdy ponad 25letni wóz mógł dostać zniżkę jeśli tylko jego właściciel wiedział o tej promocji.

Szkoda tylko, że PZU wylało dziecko z kąpielą. Rozumiem, że żółte blachy dzięki innej liczbie znaków stały się najłatwiejszą cechą do zabezpieczenia w systemie komputerowym. System teraz nie pozwoli przyznać zniżki jeśli tablice mają więcej znaków niż „zabytkowe”.

Tracą na tym pojazdy z opinią pojazdu historycznego, gdzie także jest zapis o szczególnym znaczeniu dla zachowania historii techniki. Mogli chociaż otworzyć drzwi do swojej oferty dla wozów ponad 40letnich. Które prawnie, tak samo jak zabytki i historyki zwolnione są z obowiązku ciągłości polisy OC. System przecież może blokować przyznanie zniżki młodszym rocznikom.

Stara nowa szkoła

Skoro więc na tanie gruzy już nie będzie zniżek na OC, to na pewno wzrośnie sprzedaż nowych wozów. Szczególnie tych „retro” (Tak naprawdę to nie). I chociaż coraz ciężej oszukiwać ludzi, że modny SUV albo Crossover (jeden kij) nawiązuje do czegokolwiek z przeszłości, to pojawiają się nowi gracze.

I o ile rodzina Fiatów „500” czy „Mini” jest znakomitym przykładem, że SUV nie idzie w parze z „retro”, tak Suzuki Jimny jest wyjątkiem od tej reguły. Pewnie dlatego, że nie jest SUVem.

Wygląda na to, że Japończycy stworzyli bardzo praktyczny pojazd terenowy. Napęd 4×4, reduktor i małe silniki benzynowe. Nie dość, że przeciśnie się między drzewami po lesie, przefrunie po piachu, to jeszcze idealnie zmieści się w zatłoczonym mieście.

www.Autocar.co.uk
www.Autocar.co.uk

Do tego przepisu wystarczyło dodać minimum nowoczesnych gadżetów, żeby tylko można było go legalnie sprzedawać w EU i pudełkowaty, toporny wygląd. To wszystko dało nam w efekcie szalenie praktyczne autko, które może być modne. To jeden z nielicznych „retro” samochodów współczesnych, który ma sens.

Nie wiem czy ma sens Jeep Gladiator, ale z nowych samochodów to ten wzbudził moje duże zainteresowanie. Ogromny jak na Europejskie standardy i składany niczym szwajcarski scyzoryk. Długo zastanawiałem się jaki sens ma taki wóz. I już wiem.

www.foxnews.com
www.foxnews.com

Chociaż wszystko wskazuje na to, że będzie to dobry wół roboczy do ciągania ciężkich przyczep, albo wożenia jakiegoś gruzu na pace, to jego najfajniejszą cechą jest modyfikowalność (nie ma takiego słowa).

Możliwość zdobycia Oregon Trial, spora V6 pod maską. Wszystko fajnie. Ale najlepsze są akcesoria. Idzie zima? Załóż twardy dach, normalne drzwi i ciesz się podgrzewanymi fotelami. Jedziesz na pustynię, ale nie lubisz klimatyzacji? Zdejmij dach, drzwi i połóż przednią szybę. Jak w klasycznym Willisie. Gladiator to taki transformers, duża zabawka, która ma kilka cech, które można uznać za rozsądne. W USA.

To trochę tak jak nowy Lincoln Continental. To taki wóz, który nikogo nie obchodzi. Nazwa, która kojarzy się z Kennedym i wóz, który idealnie pasuje do mrocznego klimatu, jak choćby w pierwszym Matrixie. Ale współczesny model pewnie i tak nie będzie miał szans z niemiecką konkurencją z segmentu premium. Nawet w USA.

www.hgmsites.net
www.hgmsites.net

I nagle ktoś wpada na pomysł, żeby zrobić tylne drzwi otwierane pod prąd, jak w legendarnym poprzedniku. Ciekawe, że producent masowo wycinający z gamy sedany, postanawia zwiększyć atrakcyjność swojego największego sedana drzwiami otwierającymi się jak w stodole. Sensu tu za wiele nie ma, ale przynajmniej „coś się dzieje”.

www.hemmings.com
www.hemmings.com

Ale w Fordzie ostatnio dzieją się bardzo dziwne rzeczy. Na przykład wystawienie ciężarówek w zbliżającym się rajdzie Dakar. Ciężarówki Forda produkowane są w Tureckiej fabryce Otosan. Te zapewne wspaniałe maszyny zostały przerobione przez grupę Belgów i już za parę dni będą się ścigać w legendarnym rajdzie terenowym. Trzymam kciuki.

www.otoajanda.com
www.otoajanda.com

Lego nie lubi GM

Nie wiem czy przyklejanie do ciężarówek Otosan znaczków Forda ma sens, ale coś mi mówi, że lepsze z nich ciężarówki, niż model z najnowszego zestawu Lego Technic.

Lego współpracuje z wieloma producentami tworząc bardzo fajne zestawy niekoniecznie dla najmłodszych. Najbardziej w zasięgu finansowym jest seria Speed Champions. Sam mam już trzy samochodziki z tej serii i mogę je Wam polecić. Obojętnie czy macie 8 lat biologicznie, czy tylko mentalnie.

Wyżej cenowo jest Lego Technic i pewnie znane Wam Porsche 911 czy Bugatti Chiron. Teraz do tej paczki dołączył Chevrolet Corvette. Problem w tym, że nie wygląda on jak Vette. No chyba, że taka po dzwonie.

50 Lat Capri

Jeżeli więc nie zrażają Was ceny ubezpieczeń, albo jesteście gotowi ogarnąć temat „żółtych blach” i co za tym idzie cenicie sobie bardziej oryginalne klasyki a nie ich współczesnych marnych następców powinniście zainteresować się nową zabawką.

Oczywiście można kupić sobie zestaw Lego, ale zdecydowanie ciekawszym pomysłem wydaje się nabycie Forda Capri. I tak jak zeszły rok stał pod znakiem Escorta, który obchodził swojego pięćdziesiąte urodziny, przyszedł czas na Capri.

Dlatego na zaostrzenie apetytów przed polowaniem na swoje nowe-stare coupe polecam materiał filmowy z Wielkiej Brytanii, gdzie Fordy Capri rządziły na torach wyścigowych.

Do następnego!

MSK

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *